"Więzień nienawiści" to na długo zapadająca w pamięć historia dwóch braci. Starszy z nich, Derek, jest zagorzałym neonazistą, zaangażowanym w działalność grupy skinheadów. Pewnej nocy zabija dwóch czarnoskórych mężczyzn próbujących włamać się do jego auta, za co trafia do więzienia na trzy lata. Doświadczenia tam nabyte sprawiają, że światopogląd Dereka gwałtownie się zmienia. Mężczyzna pozbywa się uprzedzeń rasowych i postanawia po wyjściu z więzienia zerwać kontakty z faszystowskim środowiskiem. W tym samym czasie młodszy z braci, Daniel, również dołącza do skinheadów. Po odbyciu kary Derek będzie starał się przekonać brata, że droga, którą sobie wybrał, prowadzi do ostatecznego upadku...
Film porusza problem nietolerancji w wyjątkowy, bo wielowymiarowy sposób. Nie mamy tu klasycznego podziału na dobrych i złych, prześladowanych i prześladujących. Widzimy, jak nakręca się spirala wzajemnej nienawiści między czarnymi i białymi mieszkańcami dzielnicy, którą nie sposób jest przerwać. W tej wojnie żadna ze stron nie pozostaje dłużna drugiej. Jednocześnie poznajemy też inne oblicza brutalnych neonazistów, którzy w domu stają się kochającymi braćmi i synami. Dzięki temu wciąż pamiętamy, że żaden człowiek nie jest bezwarunkowo dobry ani zły. Film powstrzymuje od zbyt radykalnych sądów, uzmysławiając złożoność problemu.
"Więzień nienawiści" to z pewnością film wart obejrzenia. Nie musi budzić zachwytu, wydaje mi się nawet, że nie takie jest jego zadanie. Każdego jednak powinien skłonić do chwili refleksji, nie koniecznie na temat nienawiści.



